Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/bonum.w-swieca.glogow.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
wyjątkowo grzeczni. Dołóżcie wszelkich starań, żeby tata był

publiczności.

wyjątkowo grzeczni. Dołóżcie wszelkich starań, żeby tata był

parkingu Klubu Ranczerów. Po raz pierwszy Mark był pasaŜerem, a Alli kierowcą. Nie
Willow usiłowała wydusić z siebie odpowiedź, ale usta odmówiły
zaproponował jej spotkania. Nie dlatego, Ŝeby uwaŜał, Ŝe szef nie powinien się
- Mówi się, że kobiety zapominają o bólu, gdy tylko urodzi
zakochana!
Ale to niemoŜliwe.
- Co ty na to, ciociu Heleno? - spytał Lysander.
Nagle Lysander zachwiał się i byłby upadł, gdyby Clemency go nie podtrzymała.
- Szkoda. Miła dziewczyna.
- Czy to oświadczyny? - Uniosła pytająco brew.
się na zebranie, bo spóźniła się opiekunka dziecka. Ciekawe, zastanawiał się Mark, czy
wytarł ją i ubrał w koszulę nocną. Widząc, Ŝe ona kieruje się ku drzwiom, chwycił ją za
- O czym chce pan porozmawiać, doktorze Galbraith? -
R S

- Wyobraź sobie, że tak. Nawet mam w tym spore do¬ świadczenie.

Nic nie mów, idioto, bierz ją na ręce i nieś do sypialni!
uważa, że życie to ciągłe pragnienia. Im mniej ich w nas jest, tym mniej w nas życia...
- Na szczęście? - powtórzyła powątpiewająco.
Co teraz?
Małego Księcia.
że nie trzeba nic kupować. Wystarczy jedno twoje słowo i będziemy mogli zabrać się do roboty!
Kiedy Mały Książę znowu pojawił się na swojej planecie, Róża była tym mile zaskoczona, ale starała się tego nie
- Nie mogę uwierzyć, że wciąż tu jest - przesunęła dłonią po szorstkim sznurze, - To twoja huśtawka? - Beck stanął po drugiej stronie. - Stary Mitchell... nigdy nie znałam jego prawdziwego nazwiska... był naszym ogrodnikiem. Zrobił ją dla mnie. Powiedział, że liny pochodzą ze statku widma, który zatonął u wybrzeży parafii Terrebonne. Należał do piratów i pokonał go najgorszy z huraganów w historii. Nikt nie przeżył sztormu, ale duchy piratów tak bardzo lubiły starą dobrą Luizjanę, że wolały zostać w okolicach, zamiast pójść do nieba. Zresztą nie dochrapałyby się zapewne tam zbyt dobrej pozycji ze względu na złe uczynki za życia. Tak mówił stary Mitchell. Dlatego piraci głosowali za po-zostaniem tutaj i raz w miesiącu, podczas pełni księżyca pojawiają się, aby handlować z każdym śmiałkiem, który nie boi się ich widoku. - A stary Mitchell był jednym z tych śmiałków? - Jasne. Za pintę rumu dostał złotą bransoletę, którą przetopił na koronki - roześmiała się. - Zazdrościłam mu złotych zębów i sama chciałam takie mieć. Dostałam ataku wściekłości, ponieważ Huff i Chris wyśmiali mnie, kiedy ich zażądałam. A matka się wręcz zaniepokoiła. - Na szczęście nie pozwolili ci dopiąć swego. - Na szczęście. W każdym razie stary Mitchell w zamian za rum dostał bransoletę i zwój liny. Opowiadał mi, że gdy kapitan, najgroźniejszy ze wszystkich piratów, dowiedział się, iż lina jest przeznaczona na huśtawkę dla panienki Sayre, dorzucił jeszcze kawałek deski z pokładu, na siedzisko. - Lekko popchnęła huśtawkę. - Piękna historyjka. - Wierzyłam w każde słowo Mitchella, podobnie jak w jego magiczne zdolności. Powiedział, że nauczył się czarów od jednookiej szamanki wudu, która mieszkała na bagnach w towarzystwie pantery. Na szyi nosił skórzany mieszek z amuletem gris-gris. Nigdy nie chciał mi go pokazać, a Selma groziła, że jeśli kiedykolwiek to zrobi, zbije go do nieprzytomności. Złościł się na mnie, kiedy nachodziłam go podczas połowu. Mówił, żebym była cicho, bo wystraszę ryby. Raz przyłapał mnie na tym drzewie - kiwnęła w stronę jednego z dębów. - Kazał mi zejść na dół, zanim spadnę, złamię kark i resztę moich dni spędzę na wózku inwalidzkim. Pomimo tego, że na mnie krzyczał, uważałam go za mojego najlepszego przyjaciela. Przerażał mamę i denerwował Selmę. Czasem po skończeniu pracy pozwalał mi przejechać się na taczce, którą pchał do szopy. To dziwne - rzuciła z nagłym zastanowieniem. - Nie widziałam starego Mitchella na pogrzebie. Myślałam, że się tam pojawi. - Siadaj, popchnę cię. Propozycja Becka Merchanta wybiła ją z nostalgii. Poczuła się głupio, że pozwoliła sobie na tę chwilę słabości. - Nie, dziękuję. - W porządku, zatem ty popchnij mnie. - Usiadł na huśtawce i chwycił za liny. Uśmiechnął się do niej, mrużąc oczy w słońcu. Sayre zauważyła, że miał jasnozielone tęczówki. Jego oczy były nie tylko ładne, skrzyły się też inteligencją i intuicją. Nie wiedziała, która z tych cech denerwuje ją najbardziej. Ignorując jego propozycję, przeszła obok huśtawki, kierując się ku rzece, która z wolna, acz nieustępliwie płynęła w kierunku Zatoki Meksykańskiej. Kapryśny strumień pachniał słonawą wodą. Z przeciwnego brzegu wzbił się pelikan, odlatując z niezgrabnym łopotem skrzydeł. Lekki wiatr poruszał gałęziami cyprysów i targał od czasu do czasu brodami hiszpańskiego mchu. Nie był jednak na tyle silny, aby poruszyć listowiem dębów. Obcasy zapadały się w podsiąkniętej wodą ziemi, więc Sayre zdjęła buty. Wilgotna ziemia przyjemnie chłodziła jej bose stopy. Gdyby nie towarzystwo, niechybnie by się położyła.
- Jaki przyjaciel?! A co on ma? Ma może jakieś gwiazdy? - zainteresował się nagle Bankier.
- Tak. Naprawdę znalazłem się w ciężkim położeniu.
Poczuł się zawiedzony. Przyzwyczaił się do tego, że na kolacji zjawiała się w jednej z pięknych kreacji siostry.
Stał przez dłuższą chwilę w milczeniu, wpatrując się w siedzącą wysoko ponad nim dziewczynę i zastanawiał się, co teraz.
To Tammy zajmowała się młodszą o pięć lat Lara, po¬nieważ ich matka nie interesowała się dziećmi. Uwielbiała przytulać siostrzyczkę, czesać ją, kołysać do snu. Dzięki niej nie czuła się samotna, nareszcie miała kogoś, kogo mog¬ła kochać, z kim czuła się dobrze. Niestety, z wiekiem Lara stawała się coraz bardziej podobna do matki i gdy podrosła, przejęła jej sposób bycia. Nie miała już ochoty spotykać się z Tammy, która znów została sama. Na szczęście nikt nie mógł jej odebrać wspomnień o tych kilku pięknych, przeżytych z siostrą latach... A teraz Lara nie żyła. Miała zaledwie dwadzieścia dwa lata.
Odwróciła się i spostrzegła, że obserwował jej zachwyt z wyraźną przyjemnością.
- Niezupełnie. Korona przeszłaby na księcia Marka.

©2019 bonum.w-swieca.glogow.pl - Split Template by One Page Love